Wielki kwadrat otoczony


„Wielki kwadrat, otoczony kamiennymi murami, podzielony na odizolowane od siebie sektory. W nich międzynarodowe „towarzystwo" przede wszystkim Francuzi, republikańscy Hiszpanie, Arabowie. Wokół murów krążą straże. Przekraczamy bramę i obok wartowni defilujemy przed szeregiem strażników z karabinami u nogi. Białe chałaty, szarawary, skórzane pasy z ładownicami, na głowach rodzaj zawoju. To tak zwani goumićrs — arabscy dozorcy na francuskim żołdzie.
Stoimy na dość obszernym placu. Przylega doń sześć lub siedem murowanych baraków, wśród nich kilka w ruinie. Parę rachitycznych drzewek, pod jednym skrawek trawy. Oto cała nasza przestrzeń życiowa. Na jak długo
Mieszkam w baraku ze Śląskim i kilkunastoma kolegami. Żelazne wojskowe łóżka, jest pościel i po dwa koce. Długi stół i para drewnianych ław. Nic ma natomiast szafek. Właściwie nie są potrzebne, bo cały nasz bagaż osobisty sprowadza się do podstawowych przyborów toaletowych.
Jedzenia, które przynoszą nam z obozowego kotła, nie można wprost przełknąć. Wszystko zalatuje brudną ścierką i wydziela jakąś trudną do określenia woń. Śląski zidentyfikował ją z zapachem baranich odchodów. Po paru dniach niemalże głodówki postanowiliśmy przyrządzać posiłki we własnym zakresie. Udało się uzyskać zgodę komendy obozu i będziemy otrzymywać produkty w naturze.“(1)